Kocham cię czule, najczulej
Kocham cię czule, najczulej, ale czemu co noc chcesz, bym białym snem i szeptem pełzła z łóżka na podłogę, w kąt, gdzie dziecko nasze śpi? nasze dziecko jest ostatnio takie blade, krzyczy przez sen i krzyczą jego powstające włosy, i kołyska trzeszcząc się wznosi, kiedy twarz nad nim pochylam zrywam się ze snu na nogi a ty w uśmiechniętej zadumie całujesz moją dłoń, pieścisz ramiona i piersi, aż z rozkoszy wiję się i w dół osuwam, i do dziecka, które w swoim kącie, pełznę skupiona i powoli na bladym czole składam pocałunek dziecko umiera rozmarzone, z krzykiem się budzę ty milczysz w uśmiechniętej zadumie gdy na podłodze robak się kręci i patrzy w moje oczy i wiem, że wszystko rozumie, więc razem szepczemy po nocy: kocham cię czule, najczulej