Rozmowa oczu

Bezdomni z niespełnion± pieszczot± w¶ród obojętnych stolików i ludzi Biedniejsi o ławkę pod zielonym drzewem któr± zabrał mróz Płon±cymi oczami mówimy sobie rzeczy nieogarnięte słowem Zanurzam się w mowie Twych oczu jak trzmiel kosmaty we wrzosie Czuję jak pęczniej± wargi a spragnione palce r±k miłych szukaj± Jak bezwolnieje ciało i nie broni oczom Twoim rozbierać sukien które dziel± Tulisz mnie nag± kasztanami żrenic Nie zasłaniaj oczu prosisz Lecz oczy moje rozpalone pieszczot± s± jak płomienie Jeżeli ich nie zasłonię podpal± tych ludzi obojętnych Wtedy zobacz±, że jestem naga i spojrzeniom pier¶ ustom Twoim podaję jak jabłko

<< wroc