Bezdomni

Idę ulicą, nią ptaki lecą I niebo się zachmurza. Nade mną gwiazdy znów się świecą Przeszła jesienna burza Dzień jeden inny jest od drugiego, W kałuży topi się mucha. Nie znajdziesz już nigdy siebie samego W szarym mieście bez ducha. Ludzie tu pozbawieni złudnej nadziei Marzą o ciepłej kolacji, Niestety pociąg ich pragnień odjechał już dawno I sami stoją na stacji. Szczęścia nie znają, oszukują się sami, Marzną na mrozie dłonie. Znikną na zawsze, samotni, niechciani, Zimną, w ciężkim mozole. I nikt nie usypie nad nimi mogiły, Zapomni świat ich istnienia. Odejdą po cichu, tam, gdzie żyli, Wśród głodu, strachu i cienia. Wrocław, 2001 *** dla Ludwiki Wilczyńskiej

<< wroc